środa, 4 września 2013

Nowości: Sukienki, spódnice, spódniczki.

Dziś przychodzę do Was z luźnym postem w którym pokażę Wam kilka moich perełek jeśli chodzi o sukienki i spódniczki. Przyznam jednak szczerze, że jestem największą zwolenniczką krótkich shortów lub krótkiej spódniczki. Oto kilka moich rzeczy:


Spódnicę w serduszka ubrałam dotychczas dwa razy, bo trochę jest dla mnie za duża i jakoś mi nie leży. Mimo wszystkiego podoba mi się jej kolor i wzór.


Tutaj moja najnowsza zdobycz z wyprzedaży w Reserved, którą kupiłam dosłownie dwa dni temu. Dopasowana mała czarna zawsze musi być w szafie. Można nosić taką na naprawdę wiele okazji. Wystarczy kilka dodatków i nadaje się na rozpoczęcie roku szkolnego, imprezę, święta czy urodziny.


Tę sukienkę złapałam w New Yorkerze również na wyprzedaży. Bardzo podoba mi się góra, którą noszę tył naprzód. Uważam, że ten zamek lepiej wygląda z przodu.


Zazwyczaj c&a omijam szerokim łukiem jednak akurat pewnego dnia do niego wstąpiłam i nie pożałowałam. Spódniczka od razu wpadła w moje oko, ma przepiękny wzór i kosztowała niewiele.



Parę dni temu przymierzałam również w reserved taką spódniczkę, ale w końcu jej nie wzięłam, bo trochę odraża mnie kolor. Chyba nie przepadam za takim musztardowym, a Wy? ;)


Jako ostatnie chciałam Wam pokazać moje must have na jesień:


Modele ze zdjęcia oraz wiele innych spódniczek i sukienek możecie znaleźć tutaj. Do następnego!

poniedziałek, 2 września 2013

Recenzja: Tusz Max Factor, 2000 Calorie Dramatic Look (Tusz pogrubiający).

Dla jednych zaczęła się szkoła, a mi zaczęły się praktyki. Chyba jednak lepiej wraca się do codzienności, bo czuć już nadchodzącą jesień, deszcz, wiatr, chłód... Dopiero zdałam sobie sprawę, że moja kurtka zimowa przez całe lato wisiała na wieszaku, przy wejściu do domu. Nawet nie zdążyłam jej schować na lato. Czas za szybko leci! ;) Zapraszam Was dziś na recenzję tuszu Max Factor 2000 calorie.


Od producenta: 
2000 Calorie Mascara to super pogrubiający tusz, dzięki któremu rzęsy stają się widocznie grubsze o około 300%.  2000 Calorie zawiera film wzmacniający, którego składniki (specjalnie dobrane polimery) odżywiają i wzmacniają rzęsy, zapobiegają kruszeniu się tuszu, jednocześnie czyniąc rzęsy elastycznymi. Jednym z podstawowych składników maskary są naturalne woski, odporne na działanie wysokich temperatur, nie powodujące "topienia" i ścierania się tuszu z rzęs nawet w najgorętsze dni. Doskonale zaprojektowana szczoteczka pozwala na zaaplikowanie zawsze odpowiedniej ilości tuszu i osiągnięcia pożądanego efektu. 2000 Calorie jest bezzapachowa, hipoalergiczna, dopuszczona do stosowania przez osoby noszące szkła kontaktowe.


Cena: 
10-25zł/9ml

Szczoteczka:


Moja opinia:
Przeglądam opinie w internecie, tyle pozytywów, że zastanawiam się, czy naprawdę używałam tego tuszu. Ten tusz można przyrównać do nas, kobiet - ma swoje humory. Jednego dnia dosyć dobrze wytuszuje rzęsy, a innego poskleja każdą. Przede wszystkim, bardzo dużo nakłada się na szczoteczkę (co możecie zobaczyć na zdjęciu wyżej) co utrudnia zrobienie choćby drugiej warstwy. Dosyć ciężko go się używa, przez to, że jest go dużo, zostawia grudki, a także okropnie skleja rzęsy. Nie rozczesuje ich w ogóle. Zastanawiam się skąd inne pozytywne opinie. Może jeśli ktoś ma mało rzęs to dobrze je pogrubia? Z moimi w ogóle sobie nie radzi, w ogóle nie podoba mi się ten efekt. Tusz dramatic look daje naprawdę dramatyczny look. Do tego tusz dosłownie wyłazi z opakowania, które jest brudne, potem mam całe umazane palce.

Efekt na rzęsach (dwie warstwy):

Plusy:
+ dostępność
+ nie osypuje się
+ trwałość

Minusy:
- opakowanie (tusz wyłazi z butelki, spójrzcie na 1 zdjęcie)
- skleja rzęsy
- zostawia grudki
- szczotka, ciężko się nią maluje, nie rozczesuje rzęs
- szczotka nabiera zdecydowanie za dużo tuszu 
- ciężko maluje się w kącikach

Może faktycznie gdy ktoś ma mniej rzęs to fajnie je pogrubi. U mnie po prostu się nie sprawdził. Poniżej możecie zobaczyć zdjęcie oka na zbliżeniu. A Wy co o nim sądzicie? Podoba Wam się taki efekt?


Do następnego :)

piątek, 30 sierpnia 2013

DIY - bluzka, top, tshirt, z numerem

Nadszedł w końcu ten odpowiedni czas na moje kolejne DIY. Ostatnio spodobał mi się motyw numerów na bluzek, inspirowanych po części koszulkami koszykarzy. Postanowiłam więc wykonać swoją własną, z numerem, który coś dla mnie znaczy. Poniżej możecie zobaczyć o co mi mniej więcej chodzi, właśnie te bluzki zainspirowały mnie do tego DIY:


Przed:


Tak prezentuje się po:


Zrobiłam Wam także od razu zdjęcia tego, jak zestawiłam powyższą bluzkę. 
Shorty - gina tricot, trampki - converse, biżu - h&m, allegro, bazarek w Egipcie


Jak Wam się podoba? :) Taką bluzkę jak i inne rzeczy robię także na zamówienie na Waszych lub swoich bluzkach. Kontakt it-inspires-me@o2.pl.


Moje poprzednie DIY: 
bluzki klik 
kurtki dżinsowe klik 
legginsy klik 
sweterki klik
inne klik


wtorek, 27 sierpnia 2013

Recenzja: Tangle Teezer + test na żywo

Dziś przychodzę do Was z recenzją, można powiedzieć dosyć rewolucyjnej szczotki (inne takiej sławy nie mają), tangle teezer. Słyszałam o niej dosyć dawno, zawsze chciałam ją mieć, ale zawsze myślałam "po co mi taka droga szczotka, cudów napewno nie robi", "szczotka jak każda inna". W końcu, po dłuższym czasie kupiłam ją, przetestowałam na włosach suchych, mokrych, poplątanych, do tego całych od soli morskiej. Wyniki mojej recenzji oraz test na żywo przy rozczesywaniu będziecie mogli zobaczyć w tej notce. Zapraszam do recenzji:


Od producenta:
Rewolucyjna szczotka Tangle Teezer delikatnie i bez wysiłku pozbywa się splątanych włosów w mgnieniu oka, bez bólu. Tangle Teezer posiada unikalne zaprojektowane zęby flex, ułatwiające poślizg poprzez włosy. Szczotka eliminuje sploty i węzły, minimalizując łamanie, rozdwajanie i uszkodzenia spowodowane złym traktowaniem. Jest to idealne rozwiązanie dla każdego rodzaju włosów. Zalecana jest dla niezdrowych, zniszczonych koloryzacją włosów, przedłużanych włosów, splątanych a także dla dzieci, które nie lubią uczucia "ciągnięcia" podczas rozczesywania. Tangle Teezer jest idealna do masażu skóry głowy, stymulując przyjemne doznania, zwłaszcza dla osób noszących przedłużane włosy. Zapewnia komfort noszenia i utrzymywania niesplątanych włosów przez cały dzień. 

Cena:
ok. 43zł


Moja opinia:
Do szczotki podeszłam z dużym dystansem, ale także z dużym zaciekawieniem. Tyle pozytywnych opinii i taka furrora, na czym polega fenomen tej szczotki? Nie uwierzyłabym pewnie dopóki sama bym nie spróbowała. Na początku spróbowałam jej na suche włosy. Ok, nie szarpie, lekko się rozczesuje, ale żadnych większych cudów. Przyznam się szczerze, że prawie nigdy nie rozczesuję mokrych włosów. Ciężko się rozczesują, trwa to długo, łamią się no i przede wszystkim nie chce mi się. Wiedziałam więc, że przetestowanie tej szczotki na moich mokrych włosach będzie idealnym pomysłem. Byłam w szoku, gdy rozczesując kolejne kosmyki włosów, ona dosłownie "płynie" po włosach. Wtapia się we wszystkie warstwy, aż do skóry głowy i świetnie je rozczesuje. Nie łamie, rozplątuje, delikatnie, aż z początku bałam się, że ona w ogóle nie czesze, bo robi to tak delikatnie. Postanowiłam sprawdzić ją również na wakacjach, po kąpieli w mocno słonej wodzie, gdy włosy są extremalnie splątane i nigdy nie brałabym się za ich szarpanie. Nie będę tutaj już się wypowiadać, po prostu zapraszam na filmik na końcu notki. Przekonajcie się same :) Kiedyś miałam też straszne kołtuny przy barku (od łańcuszków) i zawsze musiałam je dosłownie rozrywać ręcznie, teraz już w ogóle nie mam z tym problemu! ;)

Plusy:
+ poręczny kształt szczotki, idealny do trzymania w ręku, łatwa do utrzymania w czystości
+ wersja kompaktowa, idealna do torebki
+ genialnie rozczesuje suche, mokre, splątane włosy
+ rozczesze każdy kołtun
+ jest delikatna, "płynie" po włosach, nie szarpie, nie wyrywa, nie łamie
+ włosy są po niej miękkie i gładkie
+ szczotka napewno pomaga w utrzymaniu zdrowych włosów i niepołamanych końcówek
+ dobra również dla włosów przedłużanych

Minusy:
- cena (chociaż jest jej warta)
- dostępność (oraz duża ilość podróbek)
- nie odczułam, aby była idealna do masażu głowy, jak obiecuje producent. 

Tak dobrze rozczesane mokre włosy w moim przypadku robią się ulizane, ale myślę, że to nie wina szczotki,
a po prostu moje włosy tak mają. Bądź co bądź, nigdy nie rozczesywałam ich od razu po myciu.

Filmik o którym wspomniałam wyżej, czyli możecie zobaczyć same jak sprawdza się tangle teezer 
na mokrych, splątanych włosach od razu po kąpieli w słonej wodzie. Polecam włączyć HD:



Zainwestowalibyście w taką szczotkę? :) 

niedziela, 25 sierpnia 2013

Wakacje: Sopot, Top of the top 2013


Cześć :) Dziś kolejny post z serii "wakacje". Wczoraj byłam w Operze Leśnej, w Sopocie na Top of the top 2013. Zachęciła mnie spora liczba osób, które bardzo chciałam zobaczyć, więc cieszę się, że jak najszybciej kupiłam bilety - nie żałuję. Wybawiłam, wyskakałam się, wyśpiewałam (wykrzyczałam raczej), siadałam tylko na kilka minut, gdy były zapowiedzi albo przerwy... :) Udało mi się zrobić także zdjęcia tego, co miałam na sobie także był to taki prosty zestaw: 


koszula - reserved, spódniczka - c&a, torebka - kappahl, buty - centro, zegarek - allegro, bransoletki - bazarek w egipcie i h&m


Kilka zdjęć z koncertu:


Pod największym wrażeniem byłam Igora z zespołu Lemon, który ma tak mocny i silny głos, do tego taką energię w sobie, skakał, biegał po scenie w kółko, mówił piękne słowa, rzucił do widowni kartki "take what you need", że nie dało się usiedzieć w miejscu. Jeśli chodzi o Enej byłam pewna, że dadzą czadu i się nie myliłam. Sylwia Grzeszczak ma niesamowity wokal, byłam w szoku ponieważ śpiewała dużo lepiej na żywo niż na płycie. O Edycie Górniak mówić nie muszę, olbrzymi talent. Margaret trochę mnie zawiodła, ładnie zaśpiewała, ale w sumie nic się nie działo, tak samo Honey. Może jednak to kwestia piosenek, które są bardziej do słuchania. Ludzie tylko siedzieli podczas ich występów. Poniżej zdjęcie już po festiwalu i właśnie kartka, którą rzucił Igor. 


Mam nadzieję, że też miło spędziliście weekend, bo pogoda sprzyja :) 
Do następnego!

piątek, 23 sierpnia 2013

Wakacje: Stroje kąpielowe.

Odkąd pamiętam szukam swojego idealnego stroju kąpielowego. Jak nie marudzę na górę to trafię na ostatnią parę majtek w sklepie i to jeszcze nie w moim rozmiarze. W końcu udało mi się w Mohito wyłapać łososiowy strój z którego jestem naprawdę zadowolona. Wygląda tak:


Niestety, co jest dosyć dziwne, po tygodniu plażowania kolor mi trochę wyblakł. Nie wiem, czy to kwestia też wody w morzu jak czy tej brudnej w kranie, którą strach było nawet opłukiwać. W każdym razie będę szukała na wyprzedażach czegoś nowego, może akurat trafię na coś co przyda się jeszcze na wyjazd w te wakacje. Póki co, ostatnio wydałam dwa stroje kąpielowe, a te poniższe trzymam, bo trzymam, ale któregoś dnia również trafią w inne ręce.


Wszystkie kostiumy zakupione w Cubusie. Tego w kwiatki nie miałam ani razu na plaży także jest nowy. Zanim zleciało drugie lato, już był na mnie za mały. Ten marynarski uwielbiałam i szalałam w nim w zeszłym roku. Chyba mam jakiegoś pecha, bo ten znowu w miejscach gdzie powinien być biały to jest teraz jasnożółty (na zdjęciu tego nie widać).


Widzieliście może gdzieś fajne kostiumy na plażę? :)


Podsyłam Wam stronę na której znajdziecie kilkanaście naprawdę ciekawych kostiumów, jest ona tutaj. Miłego weekendu! ;)