sobota, 7 marca 2015

VIDEO: Niszczymy dziennik na plaży! :)



Cześć! :) Jak wiecie parę dni temu dostałam "zniszcz ten dziennik" i postanowiłam wczoraj z rana pojechać nad morze i właśnie tam dokonać destrukcji. Byliście chętni aby zobaczyć jakieś video z całej akcji także udało mi się także to udokumentować. Zabawa była przednia, chociaż na początku robiłam zadania z małym bólem serca... :P Mam nadzieję, że video Wam się spodoba i wybaczycie mi czasem silny wiatr. Jednak to tylko przeszkadza w pierwszych minutach filmu, później już jestem na samej plaży i jest o wiele lepiej i o wiele więcej się dzieje :) ENJOY:



I jak Wam się podobało? :) Zniszczyliście już swoje dzienniki? :)


To tyle na dziś, do następnego :)

poniedziałek, 2 marca 2015

Biżu, biżu - nowości! :)


Cześć :) Już kiedyś Wam pisałam, że jestem uczulona na nikiel, który znajduje się w sztucznej biżuterii zatem wszystkie piękne, kolorowe naszyjniki z sieciówek nie są dla mnie. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Raz na jakiś czas za to wybieram się do różnych sklepów z biżuterią w poszukiwaniu czegoś nowego. Tym razem głównie szukałam kolczyków, bo w tym roku niestety zgubiły mi się dwa srebrne kolczyki i już nie miałam co zakładać na uszy.


Właściwie po raz pierwszy teraz kupiłam coś w "yes" i prócz kolczyków w serducha kupiłam też zawieszkę. Jest dosyć spora, ale prześliczna no i z moim ulubionym motywem - uwielbiam biżuterię w serca. Dacie wiarę, że kolczyki udało mi się upolować za 29zł? Ja byłam w szoku, szczególnie, że na żywo prezentują się dużo lepiej niż na zdjęciu no i kryształek ślicznie błyszczy :)


Kolczyki Swarovskiego dostałam na prezent na święta aczkolwiek zapomniałam je Wam pokazać. W Lea'ch zakochałam się od razu, gdy tylko je zobaczyłam. Przepiękna czerń, błysk, do tego niezbyt duże, więc idealnie nadają się na co dzień, chociaż przyznam, że boję się trochę o nie, więc pozostawiam na wyjścia w których co jakiś czas kontroluję czy dalej mam je na uchu... :)


No i ostatnia sprawa czyli łańcuszek. Mój drugi z Jubitomu mam już drugi rok i sprawdza się świetnie, ale trochę zmatowiał, więc postanowiłam kupić nowy. Możecie tam znaleźć łańcuszki już od 30zł, więc moim zdaniem warto, bo są bardzo trwałe i wytrzymałe. Tym razem kupiłam łańcuszek, który składa się z połączonych ze sobą kuleczek. Chciałam coś delikatniejszego, ale akurat tylko ten był odpowiedniej długości.

To wszystko z ostatnich biżuteryjnych zakupów :) Szczęściarze mogą sobie kupować biżu kiedy chcą, a ja muszę czekać na przypływ gotówki, aby bez żalu zakupić parę nowości... :) Do następnego!

środa, 25 lutego 2015

Recenzja: Plastry z woskiem do depilacji twarzy Joanna + efekty. Szybka i łatwa depilacja wąsika w domu.

W poprzednim poście pisałam Wam "mam nadzieję, że najtrudniejsze momenty są za mną", a co się okazało? Jak się ułożyło w kwestiach życiowych to w piękny sposób, w piątek wieczorem złapały mnie okropne dreszcze i prawie 40 stopniowa gorączka i utrzymywała się przez następnych kilka dni. Do tego wszystkiego przyszła angina. Myślałam, że chorując będę więcej na blogu (w końcu więcej czasu wolnego), ale jeśli ja byłam w stanie codziennie tylko spać i budzić się na leki to uwierzcie mi, że było naprawdę poważnie. Dziś jest w końcu na tyle stabilnie, że mam siłę wejść na laptopa i może też już zaszaleję i przygotuję jakiś obiad :) Dobrze jest w końcu powoli wracać do zdrowia. Tyle słowem wstępu. Czas przejść do meritum dzisiejszego posta pt "Depilacja wąsika woskiem" i to w domu.


Damski wąsik albo bardziej meszek jest chyba najbardziej bezsensownym owłosieniem jaki posiadamy. Jest widoczny w zależności od specyfiki naszych włosów na głowie. Otóż posiadaczki jasnego blondu raczej będą miały nieco mniejszą zmorę natomiast wszelkie inne odcienie związane są już z posiadaniem niezbyt fajnego meszku. Zastanawiałyście się kiedyś nad usuwaniem go? Właściwie czasem wkurzające jest to, że praktycznie niechciane owłosienie mamy już praktycznie od stóp do głów (no, prawie), ale no taki już nasz urok. Osobiście uważam, że nie ma co przesadzać na temat każdego włosku jaki nam się pojawi, przynajmniej póki nie będą nas mylić z małpką :) Chodzi o to, że nie musimy być przecież idealne na każdym kroku, nie dajmy się popaść w paranoję. Aczkolwiek mimo tego chciałam sięgnąć po plastry z woskiem i spróbować depilacji w domu. Sięgnęłam po plastry od Joanny, które wyglądają tak:


Od producenta:
Plastry z woskiem są przeznaczone do depilacji delikatnych partii twarzy. Dzięki swojemu kształtowi i elastycznemu podłożu skutecznie i trwale usuwają nawet najdrobniejsze włoski wraz z cebulkami. Pozostawiają skórę gładką i aksamitną nawet przez kilka tygodni, a systematycznie stosowane osłabiają włosy i spowalniają ich odrastanie.

Cena:
ok. 7zł

Moja opinia:
Szczerze mówiąc sięgnęłam po plastry bez większego namysłu, przygotowania, a nawet z niezbyt pozytywnym nastawieniem. 7zł za plastry gdzie inne cuda do depilacji oscylowały nawet w granicach 30zł? Jednak wzięłam, bo przecież nie zbankrutuję, a zaspokoję ciekawość. W pudełku znajdowało się 12 pojedynczych plastrów + oliwka na podrażnienia. Dokładnie to co jest na zdjęciu poniżej:

zawartość

No i zaczęło się. Po przeczytaniu instrukcji wzięłam się do roboty, która trwała łącznie kilkanaście minut, a samo wyrywanie ułamek sekundy. Po wyrywaniu skóra była lekko, naprawdę lekko zaczerwieniona, na co nałożyłam załączoną oliwkę i poszłam spać. Rano nie było śladu po depilacji, a skóra idealnie gładka. Plastrów zużyłam łącznie chyba z połowę ponieważ na wybrane partię zabiegi trzeba powtarzać lub do trudno dostępnych miejsc, np. nad ustami i robić to bardzo precyzyjnie. Jednak wosk sprawdził się świetnie, lekko rozgrzany wtopił się bardzo dobrze, wyrywając włosy, nie skórę (a tak się bałam :P), a oliwka świetnie załagodziła zaczerwienienia. Lekko pachnie, jest bardzo tłusta i obyło się bez jakichkolwiek podrażnień. Myślę, że depilując woskiem będę mieć spokój nawet do 3 tygodni. 

Tak jak mówiłam co do efektów byłam niedowiarkiem, więc nie robiłam zdjęcia przed. W każdym razie efekt po użyciu plastrów (zdjęcie robione dzień po) do depilacji Joanny możecie zobaczyć poniżej:


Ani śladu po włoskach i skóra bez podrażnień. Chyba ważne pytanie "czy depilacja woskiem boli?". Usłyszałam, że skoro nie darłam się to nogi też bym przetrwała, pewnie tak, ale myślę, że nogi bolą bardziej, bo jednak jest tam więcej włosów do wyrwania. Jeśli jednak to przeżywacie to wąsika przeżyjecie bez problemu. To ułamek sekundy :) Zacisnęłam zęby i nawet nie zdążyłam powiedzieć "ała" i było po krzyku, także mogę powiedzieć że ból to jakieś 5% w stosunku do 100% także naprawdę niewiele. 

instrukcja na opakowaniu

Ok, to wszystko co chciałam Wam napisać w dzisiejszym poście. Plastry z Joanny to naprawdę prosty, tani i szybki sposób na depilację wąsika w domu :) Jeśli szukacie właśnie czegoś do depilacji twarzy to bardzo polecam! Do następnego :)

piątek, 20 lutego 2015

Recenzja: Harper Hygienics, Cleanic, Hydro Formuła, Chusteczki do demakijażu do skóry normalnej i mieszanej.

Cześć dziewczyny :) Mam za sobą dosyć trudny tydzień pod wieloma względami i cieszę się, że dziś mamy już piątek i najtrudniejsze momenty (mam nadzieję) za sobą. Korzystając z wolnego piątku zaraz wybiorę się na pyszny obiad i na spacer nad morze. Zdecydowanie mi tego trzeba przed pracowitym weekendem i nowym tygodniem. Póki co dziś przychodzę do Was z dosyć krótką recenzją, ale w życiu nie sądziłam, że ten produkt może być taki praktyczny. Mowa o chusteczkach do demakijażu. Często właściwie nocuję poza domem, a nie mam ochoty zabierać żelu do mycia twarzy, płynu do demakijażu, kremu, więc w takie dni takie chusteczki to dla mnie rozwiązanie idealne. Wyglądają tak:


Od producenta:
Chusteczki do demakijażu Hydro Formuła - są odpowiedzią na potrzeby skóry normalnej i mieszanej. Zawartość prowitaminy B5 i Aquaxylu pomaga zapobiegać utracie wody pozostawiając uczucie nawilżonej skóry oraz widocznie poprawiając jej kondycję.

Cena:
ok. 4zł

Moja opinia:
10 chusteczek zamkniętych jest w foliowym opakowaniu, które nie wydaje się zbyt solidne, ale da się je porządnie zamknąć dzięki czemu chusteczki nie wysychają. Chusteczki są dosyć mocno nawilżone i nasączone dzięki czemu naprawdę łatwo zmywa się nimi podkład, puder, cienie. Jeśli chodzi o tusz to trzeba poświęcić kilka minut na zmazywanie ze względu na strukturę chusteczki. Jednak musimy robić to niezwykle delikatnie i cierpliwie, bo możemy sobie podrażnić skórę. W tym przypadku zauważyłam, że mogłaby być bardziej miękka i zdecydowanie wygodniej byłoby się nią posługiwać. Aczkolwiek z wszystkim, co mam na twarzy radzi sobie bardzo dobrze. I jak mówiłam na wstępie - zastępuje także żel do mycia twarzy. Sprawdziłam po użyciu, wycierając jeszcze twarz tonikiem i wacikiem - był czysty. Nie musicie się więc martwić o oczyszczanie. Gdy idę gdzieś na noc lub chcę się odświeżyć i zmyć szybko makijaż, nie muszę użyć dodatkowo kremu, bo chusteczki dobrze nawilżają i delikatnie odświeżają. To też oczywiście zależy od tego jaki macie podkład i jaką skórę. Generalnie bardzo polecam, praktyczny gadżet.


Kupiłam przypadkowo, bo potrzebowałam "na zawał" coś takiego, a coś czuję, że będzie w mojej pakowany jako pierwszy, gdy będę gdzieś wychodzić. Skoro zastępuje żel do mycia twarzy, płyn do demakijażu i mogę odpuścić sobie użycie kremu to można być naprawdę zadowolonym, ograniczając ilość kosmetyków do minimum :) Używacie takich chusteczek? Jeśli czegoś takiego szukacie to polecam, bardzo praktyczne :) I na dziś to już tyle, do następnego!

poniedziałek, 16 lutego 2015

Szalony weekend ;)

Cześć! :) Dziś trochę inny post, bo chciałabym napisać o moim weekendzie, tak po części dla siebie. Nie mam głowy do zrobienia innego posta, bo w głowie i uszach mi jeszcze huczy! Mimo tego, że cały przepracowałam to wieczorami było istne szaleństwo... :) Ogólnie w domu spędziłam poranki czyli łącznie jakieś max. 4 godziny.


W piątek późnym wieczorem dokończyłam swojego m&msowego torta z okazji urodzin swojej drugiej połówki i o 24 już go wręczyłam :) W sobotę wieczorem oczywiście było małe świętowanie.


Za to w niedziele było istne szaleństwo! Po pracy wróciłam szybko do domu się ogarnąć i przygotować na koncert Kamila Bednarka. Miałam dla niego wywołane wspólne selfie z ostatniego koncertu i oczywiście podpisane, no i płytę SGM gotową do podpisu, którą ostatnio zapomniałam wziąć.


Noo, trzecie spotkanie musiało już być wyjątkowe i takie, które zapamięta! :D Nikt nie ma selfie z takim szczerym uśmiechem! :D Już na początku powiedzieliśmy mu, że mamy do niego deal, ale ciii ;) Podczas rozdawania autografów stał przy nas i przegadaliśmy cały ten czas. Trochę o Jamajce, muzyce, zegarku, ciuchach, aż w końcu powiedziałam jedno słowo i okazało się, że to będzie nazwa jego kolejnej płyty. Powiedział nam też o jednej, wyjątkowej piosence. Za zdradzenie tych tajemnic nieco zdenerwowała się menadżerka także nie będę chyba przekazywać tej informacji publicznie - najważniejsze to, że płyta planowana jest na kwiecień! Także śmiechy, przytulasy i widzimy się zapewne niebawem. YA MAN :) i na koniec ważna sprawa. Jeśli chodzicie na koncerty to nie róbcie sobie kokow! Proszę ja i osoby, które będą stały za Tobą. 

To był super weekend, oby takich więcej! A dziś mam jeden dzień wolnego, który przeznaczyłam na odespanie zaległości, ogarnięcie pokoju i może uda mi się jeszcze wyskoczyć do sklepu. Właściwie do wyskoczyć muszę, bo nie wytrzymam jednego dnia w domu. Od odpoczywania już czuję się zmęczona. Trzeba się ruszyć :) Do usłyszenia niedługo :)


czwartek, 12 lutego 2015

DIY - słoik z brokatem i zdjęciem, pomysł na walentynkowy prezent DIY dla niej/dla niego.

Cześć dziewczyny :) Dziś przychodzę do Was z małą propozycją walentynkowego prezentu. Oczywiście możecie ten pomysł wykorzystać jako prezent także na inną okazję dla ukochanej osoby. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam własnoręcznie zrobione prezenty, mam wtedy świadomość, że są prosto z serca :) W końcu kupić możemy dziś wszystko, więc cenniejsze jest to, co zrobimy sami. Tym razem wymyśliłam zrobienie brokatowej kuli ze zdjęciem, której inspiracją były dla mnie kule ze śniegiem w środku. Chyba wszyscy pamiętamy je z dzieciństwa. Poniżej możecie zobaczyć co będzie nam potrzebne:


Jeśli chcecie zobaczyć jak wykonałam to DIY to zapraszam do oglądania video, enjoy:



Z efektu końcowego jestem naprawdę zadowolona :) 


Życzę Wam udanych walentynek, ale pamiętając o tym, że każdy dzień należy celebrować! :) Jeśli nie macie drugiej połówki to szkoda czasu na dąsanie się. Uwielbiałam zawsze spędzać walentynki z przyjaciółką w kinie, w domu przy filmie i przy dobrym jedzeniu. Przecież najważniejsze to dobrze się bawić :) Kiedyś robiłam więcej DIY, jeśli macie ochotę przejrzeć te posty to zapodaję linki:


Moje inne DIY/ My other DIY: 
bluzki/shirts click
kurtki dżinsowe/denim jackets click
krótkie spodenki/shorts click
inne/others click