środa, 28 listopada 2012

Kosmetyczne nowości.

W dzisiejszej notce pokażę Wam zakupy z ostatniego czasu, jeśli chodzi o te kosmetyczne. Na dobry początek Rossmann. Za te parę rzeczy zapłaciłam 40% mniej, promocja jest do dziś - na całą kolorówkę.


Zawsze chciałam go spróbować, także bardzo się cieszę, bo zapłaciłam za niego 6zł. (bez promocji prawie 10)


Moją uwagę przykuło opakowanie i gruba szczoteczka, 20zł (bez promocji prawie 40)

 

Oczywiście kolor jest przekłamany. Mój puder enty z kolei, pudełko na zapas, 14zł. (bez promocji ok. 23zł)


U mnie w mieście otworzyli nowy Rossmann i do zakupów dostałam ten płyn Lirene gratis.
A tutaj zakupy już bez promocji:



I ostatnia rzecz to zakup internetowy, od jakiegoś czasu chciałam go spróbować. Zobaczymy jak się sprawdzi, może ktoś z Was już próbował? Oglądałam efekty w internecie i bardzo mi się spodobały, więc postanowiłam go wypróbować.


Do następnego :)

poniedziałek, 26 listopada 2012

Perfumowe nowości.

Mam nadzieję, że Wam weekend nie zleciał tak szybko jak mi i zdążyliście trochę odpocząć. Niestety, wszystko, co dobre szybko się kończy. W dzisiejszej notce chciałabym Wam pokazać moje 3 nowości perfumowe, które zawitały do mojej kolekcji. 


To już mój piąty perfum Britney Spears (pokazywałam je tutaj), Radiance. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam. Zdecydowanie jej perfumy należą do moich ulubieńców i każdy z osobna niesamowicie mi się podoba. Mam nadzieję w przyszłości mieć jeszcze Radiance Cosmic, wąchałam go ostatnio na lotnisku i zakochałam się. Nie będę opisywać jego zapachu, bo wystarczy pójść do jakiejś drogerii, a każda z nas ma inne gusta. Ja jestem im totalnie oddana.


Ten perfum Amor Amor, Cacharel ma dosyć oryginalny zapach, mnie się podoba, ale zdecydowanie nie jestem w nim zakochana. Mam ogólnie chyba tylko dwie podróby perfum i to jest jedna z nich, kupiona na bazarku w Turcji. Myślę, więc też, że jej oryginał może nieco się różnić, ale i tak to nie mój klimat jeśli chodzi o ten zapach.


Oraz ostatni Halle Berry, to już moja druga buteleczka. Szkoda używać mi na codzień oryginalnych, drogich perfum, więc kupuję ją na codzień. Kosztuje jedyne 20zł. Uwielbiam jej zapach, jest cudowny!
A wy jakich perfum używacie na codzień? Ja na codzień nie używałam nic od dłuższego czasu, ale teraz będzie to właśnie Halle Berry :)

piątek, 23 listopada 2012

Recenzja: Rimmel, Match Perfection Concealer (Korektor w pisaku).

Jeśli szukacie dobrego korektora, który jednocześnie ukryje lekkie worki pod oczami, niedoskonałości skóry, wypryski, a także wyrówna koloryt skóry to z pewnością możecie sięgnąć po korektor, który miałam przyjemność przypadkowo spróbować. Zostaję jego fanką na dłużej. Zapraszam do recenzji.


Od producenta:
Korektor pod oczy z kompleksem tlenowym pozwalający skórze oddychać.
Dzięki swej formule doskonale maskuje oznaki zmęczenia.
W nowoczesnej formie pisaka, zakończony miękkim pędzelkiem.
Cena:
ok. 28zł


Moja opinia:
Korektor kupiłam zupełnie przypadkowo. Wcześniej używałam L'Oreal, Touche Magique i byłam z niego bardzo zadowolona (jeden z najlepszych korektorów), ale przez aplikator nie można było sprawdzić kiedy się skończy. Pech chciał, że za kilka dni miałam ważną uroczystość, a korektor jest moim wszystkim w makijażu (nie używam podkładu). Poleciałam więc do kosmetycznego i bez żadnej wiedzy (wcześniej zawsze czytam recenzje) o Match Perfection, kupiłam go. Nie żałuję. Korektor dorównuje temu z Loreala, nie wiem, który jest lepszy... Bardzo dobrze kryje cienie pod oczami (możecie poszukać swatche w internecie), okolice noska, wszelkie zaczerwienienia i wypryski. Nie roluje się. Aplikator to pędzelek, wylatuje potrzebna ilość, wcieram go opuszkami palców. Idealnie dostosowuje się do mojego koloru skóry. Rozjaśnia i kryje. Czego chcieć więcej? Radzę jednak uważać z częstotliwością używania ponieważ zdarzyło się tak, że wyskoczyły mi po nim wypryski (po 24h) co oznacza, że nie do końca pozwala skórze oddychać. Na lato kiepsko się nadaje, kiedy nasza skóra najzwyczajniej poci się, ponieważ korektor na tyle mocno kryje, że skóra się ewidentnie świeci -  u mnie na nosie, co jest wręcz niemożliwe, bo mam tam najbardziej suchą skórę. Oczywiście na taką ilość jaką ja używam go to nic mi się nie stanie jednak trzeba być ostrożnym. Cena to 30zł w sklepie (Loreal 51zł). Dzisiaj, po doświadczeniach, używam go tylko i wyłącznie na jakieś wypryski. Jeśli chodzi o wydajność to używam już jednego około 4 miesiące i jeszcze się nie kończy także dobra inwestycja.

Mój kolor, klasyczny beż, wygląda tak:


Dziewczyny, teraz w Rossmanie jest -40% na całą kolorówkę (korektory, lakiery, pudry, tusze, itp). 
Ja dziś kupiłam sobie tusz za 6zł, także warto tam zajrzeć :)

środa, 21 listopada 2012

Wyniki.

Dziękuję pięknie za tyle zgłoszeń, szkoda, że tylko jedna osoba wygrywa, ale całe szczęście robię konkursy dosyć często, więc każde kolejne zgłoszenie się jest nową szansą. Nigdy nie wiadomo kiedy może paść właśnie na Ciebie także wpisujcie się zawsze. Osoby, które wygrywają, odpisując mi na email zawsze są w szoku, a najczęściej jest to, cytując "pierwsza wygrana w życiu" :) Bransoletkę od Vintage Shop wygrywa:


Gratuluję, sprawdź swoją pocztę :)

DIY - mydełko zapachowe.

Cześć :) Dziś chciałabym Wam pokazać jak jakiś czas temu postanowiłam zrobić mydełko zapachowe własnej roboty, z zapachami które lubię najbardziej. Jest to idealny prezencik od serca, przepięknie pachnie, a kształty można zrobić przeróżne. Ja zrobiłam dwa małe serduszka, ale teraz myślę, że lepiej zrobić jedno grubsze. Niedługo okazji na takie prezenty będzie kilka, więc może ktoś z Was go komuś podaruje.

Potrzebujemy:
zwykłe mydełko (najlepiej bez zapachu lub mleczne)
do wyboru różne dodatki, ja wybrałam: olejek waniliowy oraz kakao
trochę wody


Najpierw należy tarką utrzeć całą kostkę mydła.
 

Następnie dodajemy kilkanaście kropel olejku, mieszamy. Kolejno dodajemy kakao, mieszamy.
 

Urabiamy kulkę i dodajemy kilka łyżeczek wody (aby zrobiła się taka ala plastelina).
Taką masę formujemy na wybrany przez nasz kształt np. serca.

Należy zabezpieczyć miejsce do robienia mydełka, ponieważ potem wszystko jest ubrudzone,
a nasz piesek albo domownicy mogą mieć ochotę zjeść trochę (przepięknie pachnie) :>
Teraz pozostaje ładnie zapakować:
 
 
Taki prezent zrobiony od serca myślę, że jest fantastyczny dla każdej bliskiej Wam osoby. Zapachy można łączyć, dobrać samemu, podobnie jest z kształtem. Świetny sposób na udany prezent diy moim zdaniem, a Waszym? :) A na święta można pobawić się z cynamonem i miodem, mmm...

Taki lekki temat, a takie zamieszanie :) Polecam zagłębić się w temat mydełek, jeśli jeszcze nie mieliście styczności z mydełkami służącymi do ozdoby. Poniżej na zdjęciu macie kilka inspiracji - mydełka jako wiórki w woreczku, które można włożyć do szafy, a także mydełko zrobione jak moje tylko z cynamonem i orzechami. Takie mydełka nie służą do mycia, ale do tego by włożyć je do szafy, postawić w łazience, w pokoju, pachną cudnie i służą ozdobie.

 

sobota, 17 listopada 2012

Japońskie "wynalazki"

Pewnie nie wszyscy pamiętacie notki pt. "Japońskie wynalazki", bo dawno takiej notki nie było. Ostatnio jednak znowu wkręciłam się w ten temat. I oczywiście ponownie wpadłam a podziw co do tych wynalazków, które na pierwszy rzut oka wydają się naprawdę dziwne. Zobaczcie sami, co króluje na japońskim (pewnie nie tylko) rynku:
Nr. 1 to "Nose up" - czyli nos do góry, wyżej. Poniekąd te cudeńka są stworzone po to, by niekiedy wyleczyć niektórych z jakichś, mniejszych lub większych, kompleksów. Ten przedmiot służy do ściśnięcia noska tak, by był szczuplejszy. Ma sprawić, że skrzydełka nosa będą bardziej dociśnięte do środka, przez co cały nos wygląda szczuplej.


Nr. 2, to kolejny przedmiot jak dla mnie kolejny, który ma pomóc wyzbycia się jakiś naturalnych, specyficznych cech. Jak wiecie Azjaci, Koreańczycy, Japończycy mają małe, skośne oczy, a także są one głębiej osadzone. Ten przyrząd ma za zadanie ścisnąć skórkę nad okiem w taki sposób, by ją podnieść, przez co oko ma wydawać się większe, bardziej wysunięte.



Kolejny przedmiot również służy wyszczupleniu i przedłużeniu nosa, by stał się bardziej wyrazisty.


Znalazłam takie zdjęcie, gdzie idealnie możecie zobaczyć efekt "przed" i "po" używaniu takich "sprzętów". Od razu widać, że nos jest wyraźniejszy, bardziej zarysowany jego koniec, a skrzydełka nosa są bardziej dociśnięte. Ale czy różnica jest taka wielka? Widocznie wystarczająca, aby zdobyć uznanie i popularność.


Ostatnim wynalazkiem są takie małe paseczki, które przykleja się między powieką a brwią (jak widzicie na rysunku). Dzięki niemu znika trochę ta skórka, która tak bardzo zasłania oczy i wydają się większe. Często ten motyw wykorzystuje M. Phan w swoich makijażach. Poświęciła im nawet cały filmik, zobacz tutaj.

Ostatnio mieliście okazję wygrać kilka drobiazgów prosto z Japonii, które kiedyś zamówiłam, pokazywałam je tutaj. Jak myślicie, że to tylko takie głupoty, czy ludzie chcą naprawdę trochę zmienić swoje cechy, jeśli chodzi o wygląd? Te rzeczy cieszą się naprawdę ogromną popularnością, co trochę o czymś świadczy.