piątek, 13 grudnia 2013

It's friday! Kąpiel borowinowa z dodatkiem borowiny SPA.

Nareszcie piątek! Ten tydzień był dla mnie wyjątkowo uciążliwy. Niestety weekend też zapowiada się dosyć pracowicie, ale i tak na niego czekałam... Nie pozostaje nic innego, jak w piątkowy wieczór pozwolić sobie na chwilę relaksu, napuścić dużo gorącej wody i wziąć długą kąpiel. Ja zrobiłam sobie kąpiel borowinową, wykorzystując do tego produkt uzdrowiskowy, dzięki któremu możemy zrobić sobie podobną przyjemność jak w spa :)


Mowa tutaj o produkcie Borowina Spa firmy Sulphur.

Od producenta, borowina SPA to:
Unikalny produkt uzdrowiskowy z Buska-Zdroju wytwarzany w standardzie leku
Emulsja do kąpieli wytwarzana z czystej mikrobiologicznie borowiny
Produkt na bazie zagęszczonego wodnego wyciągu borowinowego
Kąpiel borowinowa relaksuje, zmniejsza napięcie, rozluźnia i redukuje uczucie ociężałości nóg.

Kąpiel borowinowa, z dodatkiem borowiny SPA:
Wyraźnie wygładza (zmniejsza przymieszkowe rogowacenie naskórka),
Uelastycznia naskórek,
Nawilża i sprawia, iż skóra jest przyjemna w dotyku
Poprawia ogólny wygląd skóry ciała
Łatwa i wygodna w stosowaniu (bardzo dobrze rozpuszcza się w wodzie) przedłuża kurację sanatoryjną w warunkach domowych. 
Nie brudzi ciała ani nie pozostawia osadów na wannie po spłukaniu wodą.


Płyn wlewamy do gorącej wody. Jak widzicie jej kolor trochę się zmieni, ale bez paniki, bardzo szybko się rozpuszcza w całości. Nie pozostaje na skórze, nie osiada na dnie wanny. Pozostawia ją praktycznie czystą jak każdy inny płyn do kąpieli. Możecie go zakupić wyłącznie w internecie tutaj.


No to czas na kąpiel! :)
Produkt ma cudowny, leśny zapach, który jednak chyba bardziej niż mi, spodobał się mojej mamie, która zużyła mi pół butelki. Wygładza skórę, nawilża ją, koi. Kąpiel borowinowa jest bardzo przyjemna i rozluźniająca i relaksująca. Naprawdę jest czystą przyjemnością. Nie pieni się za bardzo, ale też nie ma takiego celu. Swoje zdanie spełnia doskonale.


Na sam koniec sięgnęłam po cukrowy peeling do ciała, który swoim zapachem czekolady totalnie pobudza moje zmysły (które są szczególnie wrażliwe na zapach czekolady). Recenzję tego peelingu napiszę za jakiś czas, ale myślałam, że aplikacja będzie trochę prostsza. Jednak dużo łatwiej używa się zwykłego peelingu i to w tubce. Oczywiście nie mogło zabraknąć czekoladowego balsamu do ciała od Farmony, którego uwielbiam. Pisałam o nim notkę tutaj.


 
Tutaj znajdziecie płyn z notki i wiele innych kosmetyków uzdrowiskowych :)
Udanego weekendu!

środa, 11 grudnia 2013

Wow Glamour Sand - efekt brokatowego piasku od Wibo.


Promocja w Rossmannie -40% obejmowała również lakiery do paznokci, więc zaopatrzyłam się w totalną nowość od Wibo - wow glamour sand. Jest to lakier brokatowy, piaskowy z dużą domieszką fioletu. Jak dla mnie prezentuje się obłędnie i to napewno nie ostatni mój lakier z tej kolekcji :) Poniżej możecie zobaczyć jak prezentuje się jedna warstwa:


Bardzo łatwo się nim maluje, jest gęsty, ma fajną konsystencję, która od razu pokrywa całą płytkę paznokcia. Niestety nie jest trwały, już po pierwszym dniu mam odpryski, a brzegi się starły. Dodam jeszcze, że dosyć trudno się go zmazuje... Nie pozostaje nic innego jak malować nim paznokcie i próbować utrzymać je tydzień, żeby rzadziej się męczyć ze zmazywaniem :P Możecie przytrzymać wacik namoczony zmazywaczem na paznokieć ok. 30sek i dopiero potem zmazywać normalnie, będzie trochę łatwiej.


Zdecydowałam się jeszcze na drugi lakier, ale z firmy Lovely Blink Blink o kolorze srebrnym, który ma jakby kawałki folii aluminiowej w środku. 
Ciekawa jestem jak będzie wyglądał na paznokciach :)


Wibo wydał trzy różne kolekcje lakierów: sand effect, glamour sand i effect matte glitters. Który chcielibyście spróbować a może jakiś już macie? :)



poniedziałek, 9 grudnia 2013

Kredki do oczu: bubel miesiąca + odkrycie miesiąca.

 Ten weekend był dla mnie wyjątkowo ciężki, 3 dni pod rząd spędziłam w pracy, a już jutro trzeba wracać na uczelnie. Nie odpoczęłam ani trochę, ale mam nadzieję, że w następny weekend uda mi się to choć trochę nadrobić :) Póki co przychodzę do Was z nową notką. Jakiś czas temu zakupiłam sobie w internecie, przy okazji innych zakupów, zupełnie przypadkowo dwie kredki, białą firmy e.l.f. i czarną z firmy virtual.


Z firmy Elf miałam dotychczas tylko puder o którym miałam mieszane uczucia (notka tutaj) zaś jeśli chodzi o firmę Virtual to znałam ją tylko z pozytywnych recenzji krążących w internecie. Najpierw kilka słów o białej kredce z Elfa.


Przykuła moją uwagę cena oraz ostrzyna w nakrętce, która jest naprawdę bardzo praktyczna i ostrzę nią wszystkie moje kredki :) Kredka sama w sobie jest miękka, ale jeśli chodzi o jej użytkowanie to jest zupełnie nieprzydatna.


Pewnie zapytacie "dlaczego?". Spójrzcie na zdjęcie poniżej, czy widzicie abym miała linię wodną pomalowaną białą kredką? Praktycznie w ogóle jest niewidoczna, nie da się nią zrobić żadnej kreski na oku. Linia wodna nie jest sucha, ale każda kredka powinna radzić sobie z tym miejscem. Po użyciu grafit zbiera się w małe kuleczki, kruszy się, trzeba ciągle ją ostrzyć.


Za to zwykła czarna kredka z Virtual'a jest godnym następcą mojej poprzedniej. Świetna jakość, niedroga, bardzo dobrze się nią maluje, jest wystarczająco miękka. Można za jej użyciem malować dolną linię rzęs, linię wodną, a także zrobić kreski na powiecie. Nie rozmazuje się i jest trwała. Ją bardzo polecam :)


 Poniżej możecie zobaczyć małe porównanie na ręku, gdzie widzicie chociażby ich krycie. Różnica jest zauważalna.


To wszystko na dziś, do następnego :)

piątek, 6 grudnia 2013

Łańcuszek - pomysł na prezent na święta. Jaki wybrać, na co uważać, jakich nie kupować, trwałość i ceny.


Hej :) Zbliżają się święta, więc napewno niektórzy z Was postanowią kupić bliskiej osobie srebrny łańcuszek. Sama ze względu na uczulenie na biżuterię sztuczną, jestem w posiadaniu tylko łańcuszków srebrnych. Dzięki temu mogę Wam polecić, które wybrać, jakich łańcuszków unikać. Myślę, że ten post może być bardzo przydatny. Sama chciałabym jeszcze kilka miesięcy wcześniej na takiego trafić... :)

Na pierwszy ogień idą łańcuszki srebrne z Apartu w cenie ok. 50zł:


W granicy do dwóch tygodni łańcuszek łamał mi się w każdym możliwym miejscu. Oczywiście dbam o łańcuszki prawidłowo, ściągam na noc, nie moczę ich, więc nie ma mowy o zniszczeniach z mojej winy. Ogólnie mówiąc oddawałam łańcuszek do reklamacji aż 3 razy i za każdym razem dostawałam nowy. Panie powiedziały, że nie mogą mi zwrócić pieniędzy, ale mogą wymieniać ile będę chciała. Tylko komu się chce co dwa tygodnie chodzić z reklamacją i tłumaczyć się na nowo?


Po około 3 miesiącach, łańcuszek sam z siebie, podczas noszenia, dosłownie złamał się w pół. Nie chcę mówić, że to wina typowo Apartu ponieważ podobne łańcuszki znajdziecie w innych sklepach z biżuterią. Po prostu wystrzegajcie się tego typu, bo jest bardzo nietrwały.


Poniżej mojej siostry łańcuszek od którego odpadło zamknięcie również poprzez to, że się łamał w tym miejscu.


 Jakie więc łańcuszki wybierać? Osobiście polecam poniższe łańcuszki z Jubitomu, które sama mam już od około pół roku i nie ma na nich żadnego śladu zniszczeń czy użytkowania. Myślę, że wiele tu się zawdzięcza samej formie łańcuszka. Jest giętka, dzięki czemu się nie łamie. Łańcuszek po prawej jest naprawdę delikatny i naszyi, gdy się lekko rusza, pięknie się błyszczy. Te łańcuszki wahają się w cenie ok. 30zł.


Mam nadzieję, że gdy już zdecydujecie się na kupno łańcuszka, będziecie wiedzieć jaki model wybrać, bo droższe nie zawsze znaczy lepsze. W tym wypadku cena nie gra aż tak dużej roli, a ważne jest to jak jest zbudowany łańcuszek. Wybierajcie elastyczne modele, unikniecie rozczarowania. Udanego weekendu! :)

środa, 4 grudnia 2013

DIY - paznokcie ze srebrnymi końcówkami.

Cześć :) Dziś przychodzę do Was z DIY związanych z paznokciami. To diy zabierze Wam jednak trochę czasu, ale chyba jednak więcej cierpliwości. Nie wyszło mi tak fajnie jak tego chciałam, więc mam nadzieję, że Was zainspiruję tym pomysłem i wyjdzie Wam lepiej :) Zdjęcia są trochę słabszej jakości, ale były robione wieczorem. Jeśli jesteście ciekawe jak można zrobić srebrne, lustrzane końcówki za pomocą zwykłej foli aluminiowej to zapraszam do notki.


Oczywiście będzie nam potrzebna folia z której wycinamy trójkąciki. 
Paznokcie malujemy na wybrany przez nas kolor, najlepiej intensywny.


Kawałki folii po kolei przyklejamy do każdego paznokcia. Folia będzie się trzymać jeśli Wasz lakier do końca nie wyschnął, w innym przypadku pomalujcie paznokcie po prostu lakierem bezbarwnym. Przyklejona folia wygląda tak:


Wystające części foli wytnijcie, paznokcie pomalujcie utwardzaczem lub bezbarwnym lakierem i gotowe! 
Efekt:


I co o nich sądzicie? :)


---


Moje poprzednie DIY: 
bluzki klik 
kurtki dżinsowe klik 
legginsy klik 
sweterki klik
inne klik

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Hello december.


Mam wrażenie, że wczoraj witałam z Wami październik. Czas leci nieubłaganie. Jednak cieszę się, że mamy listopad za sobą. Był bardzo ponury, deszczowy. Mam nadzieję, że jak najszybciej zrobi się zimniej i spadnie dużo śniegu - skoro i tak jest taka kolej rzeczy to niech przynajmniej grudzień będzie piękny i biały. Grudzień to też czas pewnej zadumy no i świąt. Dla mnie to najpiękniejszy czas w ciągu całego roku, w końcu można się na chwilę zatrzymać, zebrać się rodziną w jednym miejscu i spędzić miło czas. Robienie takich luźnych postów co miesiąc chyba wejdzie w tradycję. Chociaż "stylizacja" nie jest typowo zimowa, bo za oknem ciągle temperatura na plusie i deszcz, to mam nadzieję, że Wam się spodobają zdjęcia:


koszula - new yorker, spodenki, szalik - c&a, płaszczyk - promod, kalosze - butik w mieście


U mnie grudzień zapowiada się bardzo intensywnie, grafik pełny, ale zdecydowanie lepiej jest gdy dużo się dzieje. W międzyczasie trzeba zabrać się za poszukiwanie ciekawych prezentów. Zaczęłam robić już jeden prezent i napewno Wam go niedługo pokażę w nowym DIY. Na dziś to już wszystko, do następnego :)


Na koniec dobra informacja - dziś jest dzień darmowej dostawy w internecie :) Kompletna lista sklepów tutaj.