sobota, 8 września 2012

Metamorfoza paznokci.

Jak wiecie dłuższy czas borykałam się z łamliwymi, kruchymi i rozdwojonymi paznokciami. Przeszłam 3 miesięczną kurację, dzięki której dzisiaj moje paznokcie są w stanie idealnym (jestem przeszczęśliwa!) Jeśli chcecie zobaczyć co im pomogło to zapraszam do notki tutaj. Każda z Was może mieć mocne i zdrowe paznokcie choć sama wcześniej nie wierzyłam, że to możliwe. A jednak udało się :)

Paznokcie przed kuracją:


Efekt po 3 miesięcznej kuracji tutaj.
A teraz metamorfoza, czyli paznokcie dzisiaj, świeżo po wizycie u kosmetyczki:


Nie poprzestałam jednak na tych kilku miesiącach i nie odpuściłam sobie. Aby zapobiec nawrotom w dalszym ciągu używam odżywki z Biogeny (ja ją mam z czerwcowego Shiny Boxa) Świetnie nadaje się również jako baza pod ewentualny lakier, która odżywia nasze paznokcie.

czwartek, 6 września 2012

Recenzja: Nivea, Long Repair, pianka do włosów.

Szalejemy ostatnio z tymi recenzjami, ale wcześniej to zaniedbałam ten temat. Bilety kupione - za tydzień wyruszam ponownie do Szwecji (oby były przeceny), po raz ostatni przed rozpoczęciem roku... Nawet nie wiem kiedy każdy dzień mija, czas tak szybko leci. Tymczasem zostawiam Was z recenzją pianki Nivea.


Od producenta:
Naukowcy z Beiersdorf po wielu latach badań opracowali nową linię produktów dla długich włosów Nivea Long Repair z innowacyjną formułą potrójnej regeneracji, która pielęgnuje włosy na całej ich długości.
Łączy ona w sobie trzy aktywne substancje regenerujące włosy: keratynę, oryzanol i naturalne oleje.

Działanie:
- pielęgnuje i chroni włosy na całej ich długości, odpowiednia zwłaszcza do długich włosów,
- zapewnia bardzo mocne i elastyczne utrwalenie,
- sprawia, że ciepło suszarki pielęgnuje Twoje włosy.
Tak się prezentuje na włosach:

Moja opinia:
Ten produkt jak i pozostałe z serii Nivea Long Repair stosuję po raz pierwszy i napewno nie ostatni. Dodatkowo wszystkie produkty chronią przed wysoką temperaturą i są stworzone z myślą o długich włosach. Prawdę mówiąc nie używałam dotychczas pianki, nie czułam takiej potrzeby. Teraz jednak widzę różnicę gdy jej używam. Za pomocą jej, bez lokówki mogę szybko zrobić fryzurę - podkreślając lekkie fale. Pianka jest bardzo wydajna, z małej kuleczki rośnie spora kula. Bardzo fajnie podnosi włosy, nadaje objętości. Nie skleja włosów ani nie obciąża. Efekt utrzymuje się praktycznie cały dzień. Nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć jak sprawdza się w praktyce - włosy po umyciu i wyschnięte zostały ułożone właśnie za pomocą tej pianki.

środa, 5 września 2012

Recenzja: Miss Sporty, Oh! Blushed Again.

W dzisiejszej notce przychodzę do Was z recenzją różu prasowanego (dla mnie to jest bronzer) firmy Miss Sporty za którą ogólnie nie przepadam. Mam tu na myśli pudry, korektory i fluidy = tanio i słabo. Ale nie oceniam ich po całości ze względu na słabe pudry, więc sięgnęłam po brozner Oh! Blushed again mimo obaw.


Od producenta:
Dostępny w pięciu wersjach kolorystycznych - Cinnamon, Rose, Flirtatious, Sienna oraz Nuts. Według producenta ożywia cerę i dodaje jej blasku, nadając policzkom delikatny efekt kolorystyczny.

Cena: 9,90zł


Moja opinia:
Cieszę się, że sięgnęłam po ten bronzer. Posiadam go w kolorku 004 Nuts. Zachęciła mnie głównie cena (10zł). Powiem krótko - nie zawiodłam się. Bronzer ma bardzo ładny kolor, pięknie mieni się na skórze. Ma on w sobie dwa kolory ciemniejszy (bardziej matowy) oraz na środku ten bardziej błyszczący i jaśniejszy. Nie osypuje się i nie wygląda sztucznie - a miałam ogromne obawy. Wygląda dosyć naturalnie na skórze i bez problemu łączy się z wcześniej nałożonym pudrem sypkim. Nakładam go przy pomocy pędzelka Hakuro H24. Używam go od około miesiąca, a jak narazie zużycia praktycznie nie widać także mogę powiedzieć, że jest wydajny. Uwielbiam lekko podkreślone kości policzkowe bronzerem i nim bez problemu możemy je delikatnie jak i mocniej podkreślić. Do tego jest naprawdę trwały. Mój puder sypki po kilku godzinach mi schodzi, ale w miejscach gdzie mam bronzer makijaż trzyma się dalej w bardzo dobrze.

Plusy:
+ cena
+ wydajność
+ kolory (5 do wyboru)
+ nie osypuje się
+ nie wygląda sztucznie
+ ładnie łączy się z pudrem sypkim
+ mój kolor jest naturalny, lekko się błyszczy
+ trwałość

Minusy:
- nie wtapia się w samą skórę, podkreśla lekko ewentualne włoski, 
ale wydaje mi się, że tylko bronzer mineralny lub o wiele droższy byłby w stanie tego nie robić.

wtorek, 4 września 2012

Recenzja: Hakuro H55.

Czas powrócić trochę do tematów z działu pielęgnacji. Po moim totalnym rozczarowaniu pędzlami Mario Luigi postanowiłam, że nigdy więcej nie kupię żadnego badziewia mimo małej ceny. Moim celem są więc pędzle bardzo wysokiej jakości firmy Hakuro. Wraz z jakością rośnie cena jednak wolę kupować jeden raz na jakiś czas, korzystać z niego bardzo długo i ciągle być zadowolona. Tym oto sposobem jakiś czas temu kupiłam pędzel Hakuro h55:

Do czego służy?
Pędzel służy do aplikacji na twarz pudrów sypkich, mineralnych, prasowanych, w kamieniu. Pędzel wykonano z trójkolorowego włosia syntetycznego. Sami widzicie, że od nasady ma kolor biały, później jasnobrązowy i szary.


Moja opinia:
Pędzel naprawdę wart swojej ceny. Jest bardzo dobrej jakości. Nie wypadł mi z niego ani jeden włosek. Nie zmienia się po myciu go, cały czas jest w idealnym stanie. Używam do do pudru w kamieniu i spisuje się znakomicie. Nabiera się idealna ilość pudru, która świetnie się rozprowadza na twarzy. Mimo tego, że włosie jest bardzo delikatne, bez problemu go się użytkuje. Po jakimś czasie końcówka (rączka u nasady) mi się odkleiła (klej w środku wyschł) i to chyba jedyna rzecz jaka pędzlowi się "stała".


Zachwycona pędzlem Hakuro postanowiłam zamówić dwa kolejne. Tym razem jest to Hakuro H24 oraz Hakuro H85. Recenzja pojawi się niedługo.


Naprawdę polecam kupienie jednego pędzla dobrej jakości niż kilku w cenie jednego. Sama myślałam, że bzdurą jest kupować drogie pędzle, ale same przekonacie się, że za miesiąc taki tani pędzel będzie trzeba wymienić, o ile w ogóle da się go używać i nie rozsypie się po pierwszym praniu, a Hakuro możecie cieszyć się znacznie dłużej.

niedziela, 2 września 2012

Outfit.

Wczoraj byłam na godzinach próbnych w pracy, a dzisiaj już na cały dzień. Uwielbiam dzieciaki, jestem po całym dniu szczęśliwa i pozytywnie naładowana energią :) W dzisiejszym poście mam dla Was zdjęcia mojego codziennego outfitu. Robione były w pięknej miejscowości Ostróda, gdzie wypoczywałam. Tęsknię za tymi beztroskimi dniami i cudowną pogodą. W tym outficie polecam zwrócić uwagę na moją bluzkę, którą kupiłam ostatnio na wyprzedażach w c&a za 7.80! :) Nakręcona blogerkami, które kupują w sh i pokazują swoje perełki, sama się tam wybrałam i wyrwałam bluzkę za 10zł... Wniosek u mnie taki - opłaca się bardziej polować na wyprzedażach. Torba od Vintage Shop sprawdziła się podczas wyjazdu idealnie, jest niesamowicie pakowna.







Torba - TUTAJ, bluzka - c&a, shorty - h&m, rzymianki - deichmann

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Haul.

Tak jak uprzedzałam kiedyś, pokazuję moje zakupy, nabytki dopiero gdy ich się troszkę uzbiera.
Także przed Wami dość spory haul ostatnich tygodni, miesięcy:

Tutaj pokazywałam jakie zdjęcie moich włosów wygrało w konkursie Nivea. Właśnie te kosmetyki dostałam ;)






Genialny efekt batiste orginal pokazywałam tutaj.


Tutaj notka.


Dlaczego zastąpiłam mój ulubiony korektor Loreal True Magique? Jego cena sklepowa 51zł, 110koron, allegro 28zł. Ten kosztuje 30zł w sklepie, 35 na allegro, ale o wiele wygodniej kupować mi w sklepie i to taniej. Recenzja już niedługo, bo już dłuższy czas go używam.

Na moje często wyschnięte (i obgryzione) usta.

Tutaj pisałam o olejku rycynowym, którego stosuję na rzęsy.




Mój dotychczasowy absolutny ulubieniec, trzeci w mojej kolekcji. Recenzja tutaj.







A teraz przed Wami moje absolutne must have MAC, Mineralize, Skinfinish Natural.

Wpadło Wam coś w oko? :) Ja tymczasem znikam na kilka dni na mały urlop. Należy mi się chwila oddechu, ale wracam do Was już w czwartek z nową porcją zdjęć także do usłyszenia :)